Rok miniony dawno za nami. Większość zdążyła wytrzeźwieć, a nieliczne przypadki, które nadal pozostały w stanie sylwestrowego upojenia widać w różnych komisjach, które niczym najlepsze seriale przyciągają widzów. Kto z nas nie lubi popatrzeć na większą marność niż on sam? Kopanie polityków jest jednak na tyle popularne, że zostawię je lepszym i tym, którzy zarabiają na wspomnianym kopaniu.
Coroczną grudniowo-styczniową tradycją, którą obserwuję we wszelkich papierowych, internetowych i telewizyjnych programach jest za to, robienie podsumowań. Pozwolę sobie na własne podsumowanie i napiszę kilka zdań o płycie roku 2009. Ograniczę się do jednej płyty z bardzo prozaicznego powodu. Jestem zbyt leniwy aby podsumować dziesięć.